pętla
Zastanawiam się, jak długo można być na stronie 37 "Wstępu do spektroskopii rezonansów magnetycznych".





sugestia
Jak przekonać rodzicieli, że moje studia są sześcioletnie?





równowaga
Snuję się po domu z kubkiem herbaty w ręce. Czytam o odległym kraju, albo gapię się w okno. W rzeczywistości równoległej pewnie robię teraz coś ogromnie fascynującego. W tej odpoczywam. Balans jest niezbędny.





inaczej
w stanie półświadomości, czyli zawieszeniu takim pomiędzy spaniem a nie-, znowu zaczęło pojawiać się nieobce uczucie spadania w mglistą przestrzeń, a oczy otwierają się pełne strachu. siadając na łóżku po zgaszeniu światła szybko podciągam nogi, bo wrażenie istnienia potwora-spod-łóżka nie uciekło, nie całkiem.
gdy swoje lata mogłam policzyć na palcach jednej ręki, gałęzie drzewa zza okna rzucały rogaty zwierzokształtny cień na przeciwległą ścianę, wtedy chowałam głowę pod kołdrę i wyobrażałam sobie [ ], podkarmiając nieświadomie irracjonalność dziecięcych lęków.
lalkowe oczy błyszczały nocą w zupełnie inny sposób.





zmysły
Jestem poirytowana zapachową srajtaśmą.





zadanie
pociąg z torunia do warszawy jedzie z predkoscią 60 km na godzine. siedzi w nim pijak. zaczyna pic wino juz w toruniu i po 20 kim butelka jest pusta. zalozmy ze wyrzuca (bo zawsze wyrzuca) tą nieszczesną butelkę pod tym samym kątem, z taką samą siłą i w tym samym miejscu, siedząc zawsze w czwartym przedziale (licząc od konca) przedostatniego wagonu . za kazdym razem lot butelki ma taką samą trajektorię. predkosc wiatru i opor powietrza jest zalozmy tez za kazdym razem taki sam. butelka rozbija sie zawsze w tym samym miejscu. ale istnieje mozliwosc ze dokładnie w tym miejscy bedzie lezała piłka pozostawiona przez bawiące sie dzieci i kiedy pijak jadący z torunia do warszawy wyrzuci kolejny raz pustą butelkę po winie ta zamiast jak zwykle rozbic sie w drobne kawałki, odbije sie od okrąglego przedmiotu nazywanego piłką, przeleci 30 m, wleci przez otwarte okno i wpadnie do akwarium z rybkami.





autoterapia
Ból jest neutralny. To tylko momento-granica miedzy Całością a tym, co twardnieje jako "ja" - "ja", któremu nie dane jest Rozumieć.





diagnoza
choroba dziwna, nie dająca się określić, lecz bez wątpienia wyniszczającą organizm psychicznie, tocząca duszę jak skir, będąca bezustannym szarpaniem żył, głuchą i niemą rozpaczą umysłu.





Psycha siadła, ale co tam, i tak wszyscy dopierdalają równo. Takie życie.





Pomiędzy dwoma punktami w czasoprzestrzeni jest najlepiej. Swobodny ciąg myśli i poczucie, że dopóki jestem pomiędzy to nic mnie nie dotyczy. Często, jeśli nie ciągle, jestem pomiędzy tylko punkty są różne.





W moim pokoju komary- mutanty o rozstawie odnóży wielkości dłoni. Nie przerywając obliczeń polaryzowalności dipolowej ubijam je poduszką.





"Ludzie-brzytwy nadchodzą z nastaniem zmroku i szperają po domu, nawołując się i podśpiewując. Wszyscy wiedzą, że to oni, i nikt nie śmie uchylić drzwi. Mają brzytwy zamiast palców i na plecach. Brzytwy we wnętrzu dłoni. Gdy raz cię wezmą w swe objęcia, spłyniesz krwią, zanim się zorjętujesz. Mają brzytwy pośród zębów i chcą cię ucałować"

G.Masterton





W kwestii twardości
Nie interesuje mnie luksus posiadania miękkiej dupy.





P: "jak powiedzieć po angielsku "czas biegnie nieubłaganie"?"
M: "time flies"
P: "sands of time are running out"
h: "time- tricky little fucker"





trzynastolatek
- Przepraszam.
- Tak?
- Czy wie pani, gdzie kupić migacze do lokomotywy?





Kiedy już wszyscy przyniosą dary, kiedy już wszyscy pójdą, zostaną naczynia, woda ciepła, płyn co szybko usuwa tłuszcz. Pośród ich sterty odnajduję właściwy sens bycia solenizantką.





Niezależnie od tego, ile się zarobi, ile zje i wypije, ile się pojeździ na chabetach i na dobrym wrażeniu, pustka pozostanie pustką.





teraz ironicznie:
Potraktował mnie dziś zajebisty aromat siedzącego obok mnie w autobusie żula; uwielbiam jak w oczy szczypie mi przemile pachnący dym papierosów, który dostaje się do mego układu oddechowego, zabija go powoli i wprawia mnie w stan euforii.
Dziś również mijałam dzieci idące do szkoły, niektóre wyglądały na zadowolone. Widziałam nauczycieli. Mieli puste, zgaszone twarze.




- Dlaczego płaczesz?
- Bo sobie uświadamiam swoje słabości




Euforia macha mi gdzieś z bardzodaleka podczas gdy depresja jest blisko, chodzę więc na palcach, bo nie chcę znowu jej zbudzić. Za to apatia mówi moim głosem, patrzy przez moje oczy i do tego czuję w sobie jej oddech.
Nic i nikt się nie zmienia, ja też nie. Wbrew temu, co mówią - że powinnam, że będzie łatwiej, że otworzę się na czas, na was, na świat. Że nie będę już składać podpisów na ścianach wieży melancholii, nie będę pytała jak zniknąć, there will be no 'lonely me at all'.

Nie: Myślę.
Słucham: wszystkiego.
Spędzam: 12 godzin nie wychodząc poza granice pokoju. Grzybing.




I jak tu być czyjąś drugą połową, gdy się samemu nie jest całością?

Stare Dobre Małżeństwo

Ja wiem
Wiem
Szeroka droga jest

Wiem też
Wiem
Że ty już
Nie chcesz mnie

A jednak wciąż
Nie ruszam stąd
Bo może się sianie raz jeden cud
I przyjdziesz dotkniesz mnie
I powiesz
Zostań tu

Ja wiem
Wiem
Głębokie
Lasy są

I jeszcze
Wiem
Że do nich
Gna mnie los

A jednak wciąż
Nie ruszam stąd
Bo może się stanie raz jeden cud
I przyjdziesz dotkniesz mnie
I powiesz
Zostań tu

O tam
W górze
Posłuchaj
Szumi wiatr

Ja wiem
Mówi
Że będzie
Szkoda nas

Dlatego wciąż
Nie ruszam stąd
Bo może się stanie raz jeden cud
I przyjdziesz dotkniesz mnie
I powiesz
Zostań tu






Zły i niezwykle piękny księżyc zaglądał mi wczorajdzisiaj w okno rysując na podłodze srebrne drzwi. Wejść przez nie albo przez tylną ścianę starej szafy, co za różnica zresztą. Tam wieczna zima, tutaj noc. Własnego świata i tak już nie mam. Bo zamknięty w szklanej kulce wraz z nieistniejącą duszą wypadł mi z rąk i roztrzaskał o skały rzeczywistości.
Euforia macha mi gdzieś z bardzodaleka, depresja jest blisko, chodzę na palcach, nie chcę znowu jej zbudzić. A apatia mówi moim głosem, patrzy przez moje oczy, czuję w sobie jej oddech.




- Widziałam, że jest nowa dostawa.
- Tak, w czym mogę służyć?
- Wezmę dwa ciepłe słowa, albo lepiej trzy. Może być czasownik.
- Zapakować?
- Nie, dziękuję.

Mam takie miejsce w domu, gdzie zbiega się tykanie wszystkich zegarów. I wcale nie jest to jedność. Wieszając kurtkę odkrywam, że sekundy mają echo.




Zaistniała sytuacja aż się prosi o jakiś komentarz, uwiecznienie, bo takie chwile jak ta powinny trwać wiecznie. Problem jednak w tym, że nie jestem w stanie sprecyzować myśli, ponieważ eksplozja zmysłów zamgliła mi umysł. Najważniejsze jest to, że jest pięknie, że czuję się spełniona, pod każdym względem. Lakonicznie, z domieszką chaosu. Miejmy nadzieję, że będzie wybaczone
kocham Rive
za dzisiejsze zawody, nasze pierwsze ^_^

Robię: ziew.
Piję: mocną kawę.
Uśmiecham się: do świata.




Często z niemożliwością graniczy dopuszczenie do siebie prawd oczywistych, szczególnie tych nie do końca naszemu sercu miłych. Nie ma co doszukiwać się sensu w bezsensie i na oślep brnąć w uliczkę, o której i tak dobrze wiemy, że jest ślepa. Można otworzyć oczy na rzeczy, które są wpisane w kanon normalności, jednak po jakimś czasie bycia eksponowanym na całkiem inną prawdę nasza percepcja ulega zniekształceniu. To, co powinno być chlebem powszednim, wzbudza westchnienie i powoduje, że łezka kręci się w oku. Bo na nowo wiemy jak to jest, bo przez tak długo tego nie mieliśmy.

- Czy mogłbyś powiedzieć mi, proszę, ktorędy mam pójść, żeby stąd pójść?
- To zależy dokąd chcesz dojść. - odpowiedział kot.
- Nie ważne gdzie. - powiedziała Alicja.
- W takim razie nie ważne gdzie pójdziesz. - powiedział kot.
- Oczywiście byle gdzieś dojść w końcu. - dodała szybko Alicja.
- Na pewno dojdziesz, - powiedział kot - tylko musisz iść wystarczająco długo.

Nadal: mam oczy szeroko otwarte.
Patrzę: z nadzieją w przyszłość. Ty wiesz. Bo optymizm zawsze spoko.




nie jeść nie pić nie oddychać nie kochać nie myśleć nie żyć nie marzyć nie śnić nie spać nie płakać nie czuć nie słyszeć nie mówić nie bać się zrozumieć zdławić zdusić poskromić zabić odpocząć zapomnieć


It was only one hour ago
It was all so different then
Theres nothing yet has really sunk in
Looks like it always did
This flesh and bone
Its just the way that you would tied in
Now theres no-one home

I grieve for you
You leave me
so hard to move on
Still loving whats gone
They say life carries on
Carries on and on and on and on

The news that truly shocks is the empty empty page
While the final rattle rocks its empty empty cage
And I cant handle this

I grieve for you
You leave me
Let it out and move on
Missing whats gone
They say life carries on
They say life carries on and on and on

Life carries on
In the people I meet
In everyone thats out on the street
In all the dogs and cats
In the flies and rats
In the rot and the rust
In the ashes and the dust
Life carries on and on and on and on
Life carries on and on and on

Its just the car that we ride in
A home we reside in
The face that we hide in
The way we are tied in
And life carries on and on and on and on
Life carries on and on and on

Did I dream this belief?
Or did I believe this dream?
Now I can find relief
I grieve





Loving is not just looking at each other, it's looking in the same direction




Cząstki natchnienia bez przerwy przebijają wszechświat. Co jakiś czas, któraś z nich trafia w gotowy do jej przyjęcia umysł, który następnie odkrywa DNA, formę sonaty na flet albo metodę produkcji żarówek przepalających się dwa razy szybciej. Jednak większość tych cząstek chybia. Większość ludzi przez całe życie nie zostaje trafiona nawet jedną. Ale inni mają jeszcze większoego pecha. Trafiają w nich bez przerwy.

Słucham: Scorpions "Always somewhere".
Mam: nadzieję.
Obijam: się.
Dziękuję: za oświecenie.




C6H12O6 -> 2C2H5OH + 2CO2

kto ma wiedzieć ten wie




Zaspane myśli.
Czy ludziom naprawdę potrzebna jest wysoko rozwinięta świadomość? Jakość życia umysłowego powoduje zwiększone zapotrzebowanie na samorealizację, zwiększają się oczekiwania i nadzieje. Miska ryżu i garść instynktów nie stanowi wartości samej w sobie- one stają się naturalną podstawą, na której wartości się buduje. Drobne sukcesy przestają dawać radość przesłonięte perspektywicznymi planami, często niweczonymi zawałami serc, lub innymi odmianami zarazy cywilizacyjnej. Bo kto dzisiaj potrafi się cieszyć, że rankiem nie było deszczu (a mogło lać), że w brzuszku ciepła kawa miesza się ze świeżym pieczywem (choć ostatni posiłek niekoniecznie musiał trafić w ten właśnie przewód pokarmowy).

A w życiu są dwa rodzaje zapominania:
pierwsze, kiedy zapomina się wszystko, co chciałoby się pamiętać,
i drugie, gdy nie można zapomnieć tego, co by sie chciało zapomnieć.
Wiadomo, co czuje się po egzaminach.









Matura 2009,
Język Polski.

Na podstawie liter z imion zmarłych poetów*, napisz tumanie wierszowaną rozprawkę, która przekona szan. Komisje, że nie jesteś ostatnim osłem dardanelskiem. Pamiętaj o zachowaniu konwencji biblijnej przypowieści. Wypowiedź swoją zakończ przygarścią fraszek motoryzacyjno-geograficznych, baranie ty jeden.

*Cyprian, Juliusz, Leopold, Żórż


W pierwszysch słowach mojej rozprwki chciałbym zaznaczyć, iż nie należę do zadnej organizacji gojowskiej ani też wywrotkowej ani nie bylem nigdy członkiem masonizmu.

Nie mam do powiedzenia niczego ważnego
Nie mam na allegro konta aktywnego

Nie mam kolegów na gadu zbyt wielu,
Nie umiem stron robić w hateemelu,

Wychodzę z domu, fsiadam na rowera
Jade se do sklepu po pół kilo sera


I choć już dużo wysiłku poniosłem,
Nie mogę wykazać, że nie jestem osłem




Fraszki:

Krakowskie Przedmieście opuszczamy wreszcie,

W Meksyku na wrotkach fiku-miku.

Siedzę w Jenie w citroenie.

Po centrum Ankary jedzie opel stary.

Z boku Morąga gramy w ping-ponga



Matematyka:

Uporządkuj poniższe wyrażenia, tak iżby utworzyły ciąg arytmetyczny. Jedno z wyrażeń jest nieprzydatne, udowodnij to cymbale.


Innocenty IV; Pius VI; Anastazy II; Jan XXIII; Aleksander VIII; Klemens X



Jan XXIII -rzeci jest tutaj nie przydatnem, jako że ponieważ był ón prawdobnież rzydem.

Pisał ja, Michał od Adamczaków






Chwyciłam w dłonie swoją zakurzoną, dawno nieużywaną gitarę, którą rzuciłam w Kąt Zapomnienia. Właśnie dzisiejszego wieczoru naszła mnie ochota, by poprzypominać sobie pochowane gdzieś po szafkach rozpiski nut. W końcu dawno nie grałam, jeżeli moje doświadczenie w szarpaniu strun można nazwać jakąkolwiek grą.
Promień księżyca wpadający do pokoju przez zasłony. Oświetla. O, mam pomysł...

So lead me, guide me, hold me, hide me in love
With all that you are, and all that you do
Hear me, take me, mold me, break me oh God.
Just fill all of me. As I fall into you.





Powracam w blasku i chwale minionych dni, albowiem mój żądny wiedzy umysł zaspokoił swój niedosyt i teraz z pełną satysfakcją ciskam książki od fizyki ciemnym odmętom mojej twierdzy. Bo dobre momenty jak fotografie zbieram w swej glowie jak w starej szafie...
A ćma wpadła do pokoju i została zabita książką od fizyki z roku 1981.




"Znużony Mózg zerwał sakiewkę wiszącą u pasa i cisnął nią, otworzył i obejrzał zawartość. Gdy podniósł głowę, na jego twarzy malował się upór. - To za mało (...)"

jeszcze tylko dwa egzaminy...




Konstrukcja pod wpływem niezjedzonej sałatki z kaktusa w Dzień Kolibra.
Szkielet nie wystarczy, żeby ryba zaczęła pływać. Obudowanie tegoż szkieletu materią to nadal za mało. Dopiero drgnięcie białka pozwala na wykonywanie jakichkolwiek ruchów. Takie niby życie. Dopiero wtedy można spodziewać się płynności ruchów i piękna, jeśli dołoży się kolejny cud w postaci odrobiny czegoś równie jak życie nieokreślonego, co najczęściej nazywamy duszą.





Analiza:
"wyniki z egzaminu roześlemy pocztą elektronową"
"to się nazywa krzywa bo to mało proste jest"
"śpiący jestem... ale nawet jak jestem śpiący to jestem w stanie to znaleźć"
"to koło ma jakiśtam promień, tu się nic nie dzieje"
"pierwiastek z a kwadrat to a, no to wykorzystamy tę rewelacyjną wiadomość"
"jak tutaj założymy ciągłość tej funkcji to to do czegośtam prowadzi"
[po napisaniu mega wypasionej dla r całki] "najlepsze w tym wszystkim jest to, że wcale nie całkujemy po r"
"to wam da nadzieję na to, że tu gdzieś jest sens"
"kto mi zabroni tak zrobić?"

[o całce krzywoliniowej] "całka w ciąży"

Algebra:
"każdy, kto ogląda CARTOON NETWORK to wie"
"studiują państwo na uczelni empirycznej, tutaj kazdy wynik podaje się z błędem"
"to jest zadanie z hakiem i pan się dał nabić"
[po wiliczeniu wyznacznika, wyszła duża liczba] "nie zawsze w życiu będziemy mieć same zera i jedynki"





Degeneracja Mysli.
Obumarcie idei.
Zepsuta maszyna do rozumowania.
Funkcje analityczne na drodze objazdowej, ale dokad to nie wiem.

Ekologia:
L [o wybuchu wulkanu na wyspie Krakatau]: "na szczęście dla nas, na nieszczęście dla mieszkańców"
L [o Darwinie]: "i dzięki swej bystrości i przenikliwości... no serio mówię!"
L [to dla wtajemniczonych]: "woodpecker finch wydłubuje LARWY z pni drzew"

i gościnnie występująca na instytucie fizyki D
D: "im dłużej tu siedzę, tym bardziej doceniam to, że już się nie muszę uczyć matmy"
ja [pogrążona w obliczeniach]: "9+8=17?"
D [beztrosko]: "nie wiem" ;]





Jedno zdanie chciałam wtrącić:
Jak mówi pewna mądra książka, której całą zawartość winnam przeczytać i przyswoić, a moja wiedza z tych jakże głębokich treści będzie sprawdzona już za dwa tygodnie na egzaminie, będącym w formie ankiety w stylu badania opinii publicznej, jako że wielkimi krokami, nieubłagalnie zbliża się Sadystyczna Eksterminacja Studentów (Już Aktywna), statystyczna cząsteczka wody przebywa w morzu 3650 lat, następnie dane jest jej odparować do atmosfery i celebrować błogi stan gazowy przez (także statystycznie) siedem dni, po czym, powtórnie zmieniając stan skupienia na ciekły trafić z powroem do morza i czekać kolejne cztery wieki na swoje pięć minut.

Analiza:
P: "tam trzeba wykonać odpowiednie podstawienie, najlepiej inteligentnie"

Ś: "to już jest całka ze szkoły podstawowej"
Ś: "na kolokwium będą zadania typu wyliczyć cośtam po czymśtam"
Ś: "No, to zrobiliśmy trochę inne zadanie"

Ś: "o ile się nigdzie nie pomyliłem..."
h: "na pewno się Pan pomylił"

X: "ale skąd to się wzięło?"
Ś: "Nie, nie wiem, nie wnikajmy"

Ś: "tu trzeba znaleźć taką parametryzację, żeby w tym polu wektorowym na obszarze zamkniętym U(a)=U(b) dla a różnego od b"
h: "to chyba jest trudne"
Ś: "to jest bardzo proste"
h: "to zobaczymy jak Pan sobie poradzi"




Kalendarz trawił już drugi semestr mojej działalności na uczelni... Zamiast podsumowania, zbiera mi się na jakieś inne działanie elementarne. Podzielę się taką oto obserwacją: całkiem zróżniczkowane towarzystwo zawitało na moją tablicę. Mnożą się relacje, przenoszą na drugie strony nierówności i to z wieloma niewiadomymi. Powinnowactwa i tożsamości. przekształcenia i transformacje. Nie ma tylko przy czym postawić znaku równości. Ale, to w sumie lepiej. Równość jest monotonią. Wolę rozmaitość różnic. Ostatecznie, nikt nie obiecywał, że będzie równo i sprawiedliwie... Idea zera, że niby nic dla każdego i będzie to akurat tyle, co trzeba, też się nie sprawdza. Natura nie znosi próżni. Chyba jestem naturalna – również na mnie źle działa. W radzieckim kodeksie wojennym napisano: lepsze nawet złe działanie, niż najlepszy jego brak. Ta pokrętna motywacja pozwala mi w dalszym ciągu torturować pojawiających się tutaj poszukiwaczy resztek umysłu niżej podpisanego.




Ekologia:
"Ja mam do politycznych dzieł stosunek taki, na jaki zasługują"
"Tu jest pagórek, który się nazywa… który się nazywa… Ech, nieważne jak się nazywa!"
"Takim naturalnym zasobem żywności jest kolega - osobnik. Problem, ze on jest żywy."
"Biologia molekularna to była straszna strata czasu i pieniędzy."

Analiza:
"Z faktu, że ktoś nie ma mózgu, nie wynika, że nie ma praw wyborczych...przynajmniej w Polsce"
"Wybrałem takie kolory, żeby nawet daltoniści w miarę odróżniali"
"Łatwo oszukać...młode jeszcze, niedoświadczone"
"Rózniczka jest kobietą"

Programowanie:
"Profesor R jest fantastycznym człowiekiem, szkoda tylko, że to, co wykłada, nie jest już takie fantastyczne"

Algebra:
R: "To jest tak proste, że nawet kobiety to widzą"
Merry: "Ja tego nie widzę..."

"gwałt na matematyce"
"Nie wiem, moja nie wiedzieć"





Algebra:
"sudent liczy, pan Bóg znaki stawia"
"8:15 to szalona pora"
"kto nie jest uczulony na kredę?"
"naiwnie wydaje się, że można dowolnie przestawiać"

X: "skąd się ta macierz tam wzięła?"
N: "napisałem ją"

EMO:
"550 mm^2 to jest maksimum, co może moja przepustowość; większego jabłka moje gardło nie zmieści"
"kwadratowe jabłka to marzenie wielu ludzi, którzy mają problem z przechowywaniem jabłek"
"to m się rzadko zdarza, ale przewidziałem ilość jabłek potrzebną na dzisiejszy wykład"
"i po pewnym czasie… no, czemu jeszcze nie?!"
"bo prędzej czy później, i to prędzej niż później..."

i trochę o tym, co to znaczy sołtysować:
na programowaniu:
Sołtys: "może mi pan powiedzieć, jak się instaluje ten program pod Linuxem?
U: "nie!"
Sołtys: "nie umie pan?!"

Sołtys: "może mi pan powiedzieć, czemu to nie dziąła?"
U (pisze SMSa): "nie mogę, jestem ekstremalnie zajęty"




Ekologia:
"egzamin będzie w formie ankiety w stylu badania opinii publicznej"
"i po co ma sobie chodzić w ekosystemie taki kwant energii?"
"jak to nasza pramatka małpa się udamawiała..."
"ten przykład ilustruje nam, jak ta różnorodność wpływa na... y... cokolwiek"
"Giertych jest kreacjonistą"
"istnieje sobie gdzieś tam właśnie taki idealny zespół, a to, że go nigdzie nie można znaleźć, to już inna sprawa"
"w tym slajdzie bardzo któtko streszczam kilka podręczników do ekologii dominacji"

EMO:
"Jak jest jedna trzecia? bo znam tylko połówki, ćwiartki i takie tam..."
"boję się go bardziej ugiąć, bo się skończy jego sprężystość"
"za każdym razem, gdy o tym mówię, to się pobudzam"
"czy ta osoba na filmie jest płci żeńskiej czy męskiej? bo jak na nią patrzę dłużej, to zaczynam mieć wątpliwości"

Algeba:
"wektor to bydlę niezależne od bazy"
"to jest tylko wstrętna teoria, zaraz będzie jeszcze wstrętniejsza praktyka"
"zróbmy rzecz nie wymagającą myślenia"
"co pani podpowiada kobieca intuicja?"

Analiza:
"logarytm bardzo łatwo wmasować w tę funkcję"
"to całkowanie jest tak silne, że zawsze wygrywa"
"fajnie, ale źle"
"podaj mi pan pierwszy wyraz i będzie spokój"




EMO:
"Chyba zaraz wezmę Alt + F4 i na tym skończę wykład."
"Czemu mi mysz chodzi po ekranie??"
"W jakiś taki prawie, że cudowny sposób otrzymaliśmy wynik."
"To wyraźnie nie jest tak jak nam się wydaje…"

Ekologia:
"Używając kolokwialnego słowa tu było suche, a tu jest cholernie suche."
"Na drugiej półkuli pustynie mają mniejsze pole do popisu, bo jest mniej kontynentów."
"Pochopnym myśleniem jest, że z globalnym ociepleniem nam tu banany wyrosną. Bo nam banany nie wyrosną, a wręcz wrócą mamuty."

jeszcze pewne rozważania z rodzicielką:
[nalała zupę po brzegi talerza, a jeszcze trzeba dodać makaronu]
ja:"no, super, gratuluje, jak ja mam zmieścić tam ten makaron?"
mama: "no... normalnie"
ja: "a znasz chociaż prawo archimedesa?"
mama: "jakie prawo? jakiego archimedesa? to działa tylko w wannie, jeśli zresztą do niej wejdzie archimedes; to jest ZWYKŁA zupa! żadnej fizyki!!!"
[no, ale jako dzielna studnetka tej pięknej dziedziny jakoś się z tym uporałam ^_^]





[link]




Dwie garście nieśmiałego deszczu i dwie słońca – wymieszane, przenikające się wzajemnie, na cały dzień rzucone w Miasto, ścigały się która zmierzch zapowie.
A ja myślę sobie nadtyminadtamtym i wyglądam przy tym wcale nie inteligentnie




Algebra:
"to jest duże oszustwo logiczne"
"powiem wam teraz fajną rzecz, ale mnie nie polubicie za to"
"te krzyże się zjadają"
"I co, twierdzi pan że to jest równe zero? (chwila konsternacji) I ma pan rację"

Analiza (zastępstwo za profesora L):
P: "Jakieś pytania?"
X: "Kiedy wróci profesor L?"

h: "niech ona w końcu powie coś śmiesznego"
P: "ciągłość jest potężnym narzędziem"
h: "może lepiej niech nic nie mówi..."

J: "żal wam Świąt? przecież nie było wtedy wykładów z analizy"
E (bo dowód twierdzenia o funkcji uwikłanej ciągne się od kilku stron): "skończymy ten dowód dzisiaj?"
P: "żeby było wygodnie, przyjmiemy sobie taką normę, w której kula jest kwadratem"
P: "z radością wszystko skracamy"
Ś (na ćwiczeniach): "to państwo chyba wiedzą skądśtam"

z rozważań przedm EMO:
"największą ilość zwierząt ginących pod scinanymi drzewami stanowią bobry" [D narysował na tablicy bobra]
J: "Dla takiego bobra mają państwo zmienne r rożne dla każdego dl"
J: "Natężenie pola magnetycznego dla bobra moze się trafić na kolokwium"




Ekologia:
"rogi nosorożca są w krajach arabskich uznawane za afrodyzjak. gdyby ich przekonać, że wiagra jest lepsza, wiecej tych zwierząt by żyło."
"kiedyś widziałem jak jakaś doktorantka z biologii ubijała w mozdzierzu dzięcioła. dziwnie się popatrzyła kiedy ją spytałem czy wybiera sie na Łysą Górę"

Emo:
"to jest tak samo jak w Prawie Coulomba tylko, że tu jest zupełnie inaczej"
"gdyby ktoś chciał to se mozże...znaczy sobie może..."
"i wtedy mogłem pokazać jak to dobrze mieć tatusia. a co dopiero tatusia fizyka!"

Algebra:
"dla lambda równego jeden otrzymujemy dywan z dziewięciu jedynek"
"zakładając, że robię tozadanie w stresie, z punktu widzenia hegemoni..."
"znaleźli właśnie państwo pierwsze dwie wartości własne w swoim życiu"
"można sobie ułatwić życie za pomocą potężnych twierdzeń"
i dialog:
N:"ile wynosi długość tego wektroa?"
My:"Zero"
N:"Nie. Zademonstrowaliście właśnie potęgę szkoły średniej"




W nadchodzący poranek Wielkiej Nocy, życzę Wam wszystkiego, czego słowa nie są w stanie wyrazić, a co odnajdziecie w ciszy i lekkim powiewie wiatru. By ta myśl pozytywna, wysłana w dal, do ciepłych serc ludzi, była równie serdeczna jak róż po zachodzie Słońca na niebie. Spokojnych snów, radosnych poranków. Byście znaleźli szczęście, gdziekolwiek ono będzie




Algebra:
"ta definicja jest cholernie ogólna"
"teraz kilka przykładów patologicznych"
"i po co te wektory? można powiedzieć, że PiS tego zarządał"
"bosem jest tutaj lambda, a niewolnikiem V"

Fizyka:
"Słoneczko sobie równo dyma po równiku"
"Planetoida Ceres, jak pierwsza margaryna PRLu"
Woda na marsie - batonik "Mars" i na tym szklanka z wodą"




moje słoneczko [link]




Analiza:
"wiecie, który jest mój pokój? różne bóle tam przeżywaliście"
"to twierdzenie tylko tak naiwnie wygląda"
"twierdzenie odwrotne nie zawsze działa, ale nad tym już wcześniej płakałem"
"zrobimy to dla n= 2 bo dla n= 3 to jest za dużo pisania"
"to jest jakaś tam definicja, zresztą, zawsze ją można zrobić"
"tu się nie ma co przejmować, bo mamy komputery"
"ta jedynka to... no jedynka, taka normalna"

Algebra:
"metoda Gaussa to wielka nazwa na małą rzecz"
"algebra nie jest porywająca z definicji"
W (prowadzący- liczy i liczy...): "teraz to ja już nic nie rozumiem"
W: "chyba nie dojdziemy tu do ładu"
W: "nie wiem, ja tu tylko sprzątam"

fizyka:
"to jest bardzo uczciwy moment dipolowy"

Analiza (ćwiczenia):
Ś: "mogłaby się pani nie pomylić?"

M: "to jak się to lambda pisało?"
Ś: "no... lambda"




Analiza:
"i jak tutaj zastosować twierdzenie o 3 ciągach? no wystarczy zdefiniować 3 ciągi"
"zbiór B jest bez awantur domknięty"
"czemu to nie jest ograniczone? no bo przecież nie wepchniecie takiej prostej do kuli"
"to jest dodawanie... mieliście coś takiego?"

Fizyka:
"w kwadracie chodzi o to, żeby był kwadratowy"
"liczby wstawia się na samym końcu, jak starczy czasu i ochoty"
"ciekawe, jaką pojemność elektryczną ma pikachu?"

Algebra:
"mam ochotę na dowód"
"demokracja wśród macierzy"
"tutaj mamy mały problem, ale leczymy go za pomocą twierdzenia Croneckera- Capelliego"






Nie bój się wypłyń na głębię...
jest przy Tobie Chrystus





Ekologia:
"dobór naturalny mówi tyle: masz wnuki- jesteś dobry"
"to politycy wymyślili"
"ta nauka to jakiś bełkot"
"martwa- czyli nie żyje"
"to muszą być dzieci dobrze zrobione..."
"strategia życiowa trawy: co mi odgryzą to mi odgryzą, ja i tak przeżyję"
"ten romantyczny szum drzew w lesie to odgłos opadających odchodów gąsiennic"

Algebra:
"to powinno działać, ale zawsze trzeba liczyć się z pechem"
"są tu ludzie z informatyki? to dobrze, że nie, bo na ich stronach często pojawiają się cytaty z wykładów"




Mam czasami takie poczucie, ze jest o jeden dzień za dużo. Chodzi mi oczywiście o dzień pracy. Jest np wtorek, a ja już chciałabym środe. jest środa, a ja mam wrażenie, ze już czwartek. Nie mowiąc już o tym, ze jak jest czwartek to już mam weekendowy nastrój. I mam ochote na wolne. Co ciekawe nigdy nie dzieje sie to w odwrótną strone.

Fizyka:
"w mechanice kwantowej to tak naprawdę nie wiadomo o co chodzi"

Algebra:
"i mam teraz te amputowane wektory"
"jak wam wyszło? podyktujcie kandydatury"
"odwracanie macierzy jest bolesne"
"to jest dla mnie obraźliwe, że wyglądam jakbym siedział i mnożył macierze"
"proszę słuchać tylko tego, co dobrze powiem."

Analiza:
"dowodzi się to prosto, ale mi się nie chce"
"wiecie co to jest macierz? to takie świńswto"
"to juz wygląda lepiej... znaczy trudniej... napiszmy LEPIEJ"




nic na siłę [link]




EMO:
J: "Wyszło wam w domu tak, jak na tablicy?"
D: "No, tak tak, wyszło"
J: "A to ciekawe, bo tam to macie w CGSie a tutaj w Si"

J: "proszę wziąść uczciwą kredę"
J: "algebraiczny dowód tego to rzadki horror"

Algebra:
N (chciał narysować elipsę a wyszło mu jajko): "O, taka Wielkanocna Elipsa"
N (po żmudnych obliczeniach przez 3 tablice): "zaczyna być sympatycznie"
"ten wzór zaczyna być rozsądny"
"dobrze mam? bo tak przy tablicy to ciężko ogarnąć bezmiar algebry"
"a magia sznurka jest zaszyfrowana w postaci relacji parametrów a i b"
"tutaj tez działa pewnego rodzaju magia, ale ją sobie zdemaskujemy"

R: "jak się komuś nie podoba..."
R: "czy policzycie dokładnie, czy niedokładnie, to i tak będzie dokładnie"
R: "czyli krótko mówiąc... nie ważne"
R: "mnóstwo sprytu przy tym trzeba"
R: "iks to jest nowy rzecz"




"no, tutaj cosx=0 więc mamy święty spokój" ;]

Analiza:
"ta kula jest kwadratowa"
"nie bójcie się, niedługo koniec"
"ja wam to udowodnię, żebyście sobie nie myśleli, że was oszukuję"
"to wam da pewna nadzieję na to, że ja wiem o co chodzi"
"No, można powiedzieć, że zamieniłem dwie kreski na jedną, ale nie każdy to umie zrobić"
"Wiecie, co to jest trójkąt?"

Algebra:
"To jest szokujące bo całe życie przeżyliście w świecie, gdzie mnożenie jest przemienne"
"matematycy rozumieją stożek przez to, co normalni ludzie rozumieją przez dwa stożki"
"Dowód? Nie ma dowodu."

programowanie:
"czemu nie działa? nie mam pojęcia, ja to miałem 5 lat temu"
"nie wiem, jest za wcześnie na myślenie"




Masowa Eksterminacja
Studentów
    Pomór
    Zagłada
    Czystki
    Masakra
    Andrzej Lepper
    Hekatomba
    Epidemia
    Tortury
    Pandemonium
Zakończona.
  W całej tej scenerii przerażający jest spokój. Bo trudno jest zachować zimną krew, kiedy los niesie ciąg zdarzeń nieprzyjaznych. Dlaczego zdarzenia te trafiają się hurtem? To chyba zadanie z matematyki.




Analiza:
L: "jeżeli zmniejszymy ten mianownik, to jaki będzie ułamek?"
my: "większy"
L: "No, to cudownie! A więc to już jest niepotrzebne i to wyrzucimy. Niepotrzebni nie mają głosu"

L [po zabawie prawymi guzikami sterującymi tablicami]: "Ja bardzo państwa przepraszam, ale jeszcze nie używałem guzików z tej strony. A o funkcjach wielu zmiennych mówiłem już wiele razy, więc w tym momencie to jest dla mnie ciekawsze"
"Ludzie po jakichś Egiptach jeżdżą, a tu takie konty niezbadane"
"Bo nowe rzeczy człowieka cieszą"
"na R^2 świat się nie kończy, bo mamy jeszcze 15 minut"
"w dobrym tonie jest się zjawić na egzaminie"
"eeee nie piszcie już tego, szkoda długopisu"

EMO [elektromagnetyzm i optyka]
"Co się dzieje? Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie mam pojęcia, co się dzieje"
"Póki ja nie odkryję, co się dzieje, a pewnie nigdy nie odkryję, ale jeszcze kilku mądrych ludzi popytam..."
"Ja rozumiem, że państwa torturują tym na analizie"
"Twierdzenie Gaussa mówi nam tyle, że lewa strona jest równa prawej"
B: [chwile patrzy na jeden ze slajdów swojego wykładu]: "No, tego to już nie umiem skomentować"




Spontaniczność. W końcu zawładnęła moim rzeczywistym światem i wydobyła mnie z okowów ciemności, smutku i bezcelowych rozmyślań... bo jak z czystym sumieniem mam iść na wykład kiedy jest taka piękna pogoda, w sam raz na przejażdżkę w Lasku Wolskim? I to mimo najszczerszych chęci dotarcia na wykład z EMO. Bo przez pryzmat chwilowego zamroczenia wykonuje się czynności, wspomnienie których, może wywołać wstyd i zażenowanie. Ale nie żałuję. Bo byłam w swoim Magicznym Miejscu.

Algebra:
"Płaszczyzna Gaussa ma w sobie tajemnice i jakieś głębsze treści"
"Takie coś jest nielegalne, bo nie mieliśmy jeszcze funkcji zespolonych"
"To matematycznie śmierdzi"
"cosx to porządna, rzeczywista funkcja"
"Pamiętacie? Tydzień temu o tym było. Ja nie pamiętam."
[po wykazaniu, że pierwiastki z 1 w zbiorze liczb zespolonych dają zawsze n-kąt foremny]: "dla n równego 5 mamy PENTAGRAM."





Nowy semestr, nowe laborki, nowi prowadzący. To samo nastawienie:
"Jakby ktoś się zaczął palić, to tam jest prysznic"
i przestroga:
"nauczyć mi się rozróżniać te wszystkie probówki, bo ostatnio przyszedł student i się mnie pyta, co do tej flaszki nalać"
i niezastąpiony profesor Lewicki:
"jak pańtwo pamiętają... A, już państwo nie pamiętają, bo jest po egzaminie"
"weźmy jakąś całkę... jakąś prostą całkę, żebym umiał policzyć"





To prawda, że zimno jest namacalne, da się dotknąć. Dotknąć zimno to dziwne uczucie, to jak jedyna w życiu szansa dotknięcia ducha. Śnieg najbardziej lubię poźno w nocy, kiedy błyszczy w świetle latarni, a zamarznięte kałuże skrzą jak popękane lustra. Miasto jest wtedy oniryczne i ciche. I lubię ten moment kiedy, wstawszy wczesnie rano, mogę być pierwszą osobą, która zostawi ślady na nietknietym śniegu.
A kochana ruda kobyłka pojeżdżona, jeszcze przed pierwszymi zajęciami.





Noc się okrywa białym szalem
mgła ludzkie skrywa słabości
Ze świtem budzi się nadzieja
drażni potrzeba bliskości
Echem majaczy krzyk istnienia
niespełnione sny uciekają
W przestrzeni myśli wyuczonych
okruchy życia przemykają..
Powiadają anieli,
że to lęk ludzi dzieli...






Dnia czwartego, drugiego miesiąca roku pańskiego 2006 po narodzinach Wielkiego drobiazg w przestrzeni trzeciej od słońca planety wypełnił swą objętością fragment czasu. Z braku lepszych pomysłów śladowe istnienie przemieścił w atmosferze ustalonym, wręcz cyklicznym rytmem zmierzając do celu nie wnoszącego wiele i pozostawiającego go anonimowym. Możliwości fizyko-chemiczne w połączeniu z dość złożonymi procesami biologicznymi wraz z tajemniczą siłą sprawczą skłoniły go do działań twórczych nie mających nic wspólnego z atawistyczną wolą przetrwania, czy też kontynuacją gatunku. Być może w teorii ewolucji udałoby się znaleźć przyczynę postępowania tego osobnika i zakwalifikować ją jako uboczną działalność adaptacyjną do zmiennych warunków środowiskowych, tudzież stadnemu instynktowi i utożsamieniu się z równie anonimową masą podobnie jak on postępujących.
A tak po ludzku: wstałam właśnie i zamiast się uczyć do egzaminu gapię się w monitor nadaremnie





Osoby dramatu:
ja- czyli ja
Sołyts- nasz starosta
Ela- nasza pani doktor chemii fizycznej
Hetmańczyk- pan dorktor analityk

ja:"bo pójdę i powiem Eli, że mi nie umiałeś zadania z chemii zrobić"!
S:"Ja nie umiałem? Ja wszystko umiem z chemii! Jestem bogiem chemii! A ten Twój Hetmańczyk się do mnie modli co noc!"

ja:"Sołtys, Ty se myślisz, że jak masz zaliczenie z chemii to Ci wszystko wolno!"






Fizyka:
"Wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy nie popatrzyli na to bardziej precyzyjnie"
"Mogą też tam latać inne obiekty, które nie wiadomo czemu nie świecą i w ogóle nie mam pomysłu co by to mogło być"
"I jak się już bardzo zaawansujemy matematycznie, to poznamy równania, których i tak nie będziemy w stanie rozwiązać"
"Ta reakcja, jeśli potrafilibyśmy ją wykorzystać, byłaby bardzo miła do wykorzystania"

Chemia organiczna:
Wiewiór [sprawdza obecność i próbuje sobie przypomnieć nazwisko A]
W: "A Pan?"
A: "Marchewka"
ja: "Nie pamięta Pan?"
W: "Już prawie pamiętam"
ja: "Ja też prawie pamiętam glukozę"

Wiewiór [do Sołtysa, który spisuje z książki]
W: "Ale trochę więcej własnej inicjatywy"

Sołtys: "Ja nie mogę pracować w takich warunkach"
Wiewiór: "Ja cały czas musiałem tak pracować"

Sołtys produkuje epimer glukozy
Wiewiór: "Ale tam jeszcze ma być wiązanie"
S: "Ciach"

;]






Kilka dni na uczelni i nie nadążam z zapisywaniem ;]

chemia organiczna:
"o zabezpieczeniach to ja już wam mówiłam przy okazji gliceryny"

fizyka:
"Sagnac to był chyba francuz, który żył ze sto lat temu i se wymyślił ten swój efekt"
"i wtedy się ucieszył, bo odkrył, w jakiej odległości od Ziemi jest niebo"
"Spróbujemy wyjaśnić sobie to lepiej, ale najpierw wyjaśnimy sobie to źle, żeby zobaczyć, że to złe wyjaśnienie jest prawie dobre"
"jak widzicie, tam sobie siedzą takie funkcje i się bardzo miło zachowują"
"i po pewnych mękach algebraicznych, które wam pozostawiam, otrzymujemy"

analiza:
"wiedząc, że pole prostokąta to jest pole podstawy razy wysokość "
"Jak ktoś to źle policzy, to tam jakaś maszyna się zawali. Ale to nie będzie pierwszy wypadek"





koty są nieprzewidywalne

otwieram szafę
sięgam po mój czarny sweter
ale mój czarny sweter otwiera szmaragdowe zdziwione oczy
i patrzy się na mnie z charakterystycznym dla swego gatunku zdziwieniem
'czego mnie budzisz??'

nawet we własnej szafie nie można być bezpiecznym ;]






zaliczyłam matmę
mam 4,5
i zwolnienie z egzaminu
pisemnego
jeszcze mnie na ustnym mogą udupić ;]

no tengo zalka z fiz, pero tengo los warunkos ;]
muchos fajnos

P.S.
moja mama to master of disaster
prać jej się zachciało
i tak z fartuszka XS mam teraz unikalny rozmiar XXXXXS





mili pańśtwo, pragnę zauważyć, iż rzetelnie wypełniam noworoczne postanowienia
i tak:
jem śniadania, celem wyeliminowania burczenia w brzuchu na wykładach; niestety, tym razem słychać odgłosy trawienia =/
chodzę na wykłady z fizyki [na 8 rano!]; w końcu nie mówiłam, że będę uważać czy robić notatki
nie odbieram telefonów podczas zajęć [nic nie postanawiałam o smsach]
widuję się częściej z ludźmi; w autobusach, tramwajach, nawet w kolejce po bilet miesięczny też są ludzie
niestety, zdarza mi się jeść po 18 bo zazwyczaj wracam do domu po 20 a na samej jednej kawie to tak głupio i w brzuchu burczy
nie przeklinam. po polsku. po angielsku się nie liczy ;]

chciałabym także bardzo podziękować za Wasze wsparcie i obecność, jesteście wspaniali!





Wystarczy wstać rano na wykład z mechaniki i od razu jest o czym pisać. Otóż jeszcze przed wschodem słońca tramwajożercy żerują i porywają wszystkie tramwaje na uczelnię. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że stojąc na drugim od pętli przystanku w stronę miasta nie jedzie nic od 25 minut, podczas gdy w stronę pętli pojechało maszyn conajmniej osiem?
fizyka:
"to było bardzo denerwujące, jakkolwiek dla niektórcyh fizyków była to niesamowita radość"
"jak już to wyznaczył, to chciał się pochwalić kolegom"
"i wtedy, na początku XX wieku, pojawił się Einstein, który po prostu przeciął te głupie teorie swoimi postulatami"
"wtedy okazało się, że równania Maxwella nie są aż takie głupie"
[po przerwie]
ja [do S, który właśnie wrócił na salę wykładową]:"Musiałeś iść na szluga?"
S:"?"
K:"To nie on, to Magiera!" [wykładowca]
termochemia:
M:"I teraz, korzystając z twierdzenia nie pamiętam kogo, liczymy (...)"





[nobel, złoty glob, fioletowy kogucik...]
chemia organiczna:
'i ten profesor za to odkrycie miał nominację do Oscara'





Obserwacja: Człowiek stojący na skrzyżowaniu. Nie wybrał opcji zgodnej z prawem, ani też czerwonego światła. Zawahał się i został na chodniku, Kiedy skrzyżowanie na moment umarło dla ruchu pokonał je po przekątnej. Wyższa logika?
A służby odśnieżające opatentowały zupełnie nowy sposób usuwania białego puchu z dróg. Mianowicie płóg jeździ po ulicach bez dotykania śniegu. Może do wiosny zadziała...





Noworoczne postanowienia:
będę jadła śniadania. bo to obciach jak w brzuchu burczy podczas wykładu
będę chodzić na wykłady z fizyki. co się wiąże ze wstawaniem przed 6 rano
nie bede odbierać telefonów podczas ćwiczeń. i wykładów. no, i podczas laborek też nie...
będę się częściej widywać z O. i z D. i z M. z K. też. koniec z aspołecznością
nie będę jadła po 18. bo wszerz rosnę szybciej niż wzdłuż
nie bede przeklinac. nie bede! koniec z robieniem rynsztoka






Zaczarowana magią Świąt stanę samotnie pod rozgwieżdżonym niebem i patrząc na spadające płatki śniegu pomyślę o ludziach, których noszę w sercu życząc im spokojnych świąt wszędzie tam, gdziekolwiek są ...

'May your days be merry and bright And may all your Christmases be white'





sceny [zbiorowe] z laborek:

myjemy naczynia. na koniec przepukujemy je EDTA, ktorym będziemy miareczkować
ja: ej, my to możemy do wody wlać? a jak to jest jakiś kwas?
k [wylewa troche na rękę]: eee nie kwas, nie wyżera...






A: Co z naszym sprawozdaniem na laborki?
ja: O qrwa
A: też tak myślę

;]






chemia organiczna:
p: "kwas mrówkowy występuje w mrówkach"






Chemia mnie dziś wkurzyła i wyleciała przez okno balkonowe. A ponieważ za zimno jest na dworze i nie chce mi się po nią zejść, to biedaczka sobie tam chwile poleży. Czeka ja noc na mrozie. Ma czego chciała.
A ja biorę się za całki. Te mnie przynajmniej słuchają...





na seminarium:
D: "Ludzie! Ja się wam tu produkuje, a wy się ze mnie śmiejecie!"
Nie z pana, z panem! ;]

A na laborkach pan doktor sam nam uzupełniał wodę destylowaną. Była potem dziwnie ciepła. No tak, na pewno włożył w to serce. I pewnie dlatego pH tej wody wyniosło 4,5...





nadmiar fizyki szkodzi:
S: "ej, to Ziemia krąży wokół słońca, czy słońce wokół ziemi?"

Sto milionów tak samo ważnych rzeczy i za mało czasu na zmarnowanie choćby minuty.
(A ja i tak marnuję, a potem jestem zła.)

Deviant Art





Fizyka:
"to jest matematycznie mało eleganckie, ale działa"

ja się chyba muszę do tego przyzwyczaić ;]





Ciało jest jak worek śmieci, w którym jest pełno rupieci i odpadków, wrzucanych tam przez wiele lat. Nic dziwnego, że się na starość garbimy. Bo niełatwo jest nosić taki ciężar - myśli, uczucia, wspomnienia

Yesterday seems as though it never existed
Death greets me warm, now I will just say good-bye






Boję się:
-reglamentacji powietrza w ekologicznych pojemnikach jednorazowego użytku
-sterowanej centralnie pogody
-dodatkowych 100 GB pamięci zamiast kończyn dolnych
-piktogramowej instrukcji obsługi urządzenia elektronicznego do biostymulacji podniecenia
-zeżarcia krzewów kofeinowych przez jakieś małe świństwa
-włókien zakończeń nerwowych falujących pod klimatyzowanym umysłem
-kawiarenki internetowej na szczycie Mont Blanc
-ostatniego krzaczka truskawek w Muzeum Ziemi.

A najbardziej – chwili przed lustrem, gdy niewidziana przez nikogo, powiem, że świat z moich strachów zaczął mi się podobać






Czego doktor nie umie, ja też nie muszę.
Taki był wniosek z dzisiejszego pobytu na uczelni.
Pierwszy raz po zadaniu pytania, nie usłyszałam natychmiastowej odpowiedzi: 'trywialne'; w zamian padło 'dajcie mi 20 minut'. Po takowym czasie zastałysmy naszego szacownego doktora twardo wpatrującego się w monitor, przeszukującego niezmierzone czeluście internetu (google.com). Na nasz widok użył klawiszy ctrl + P i wręczył nam wydrukowane stronice ze słowami: 'tyle mi się udalo znaleźć'. Całkowicie zbite z tropu, wpadłyśmy na to, że skoro jednak znajdujemy się w budynku pełnym chemików, na pewno ktoś będzie nam w stanie pomóc. Chemicy okazali się bardzo przyjazną rasą, każdy oczywiście robił co w jego mocy, by nam pomóc, jednak żaden nie dysponował wiedzą nas satysfakcjonującą (nawet w wymaganym minimum).
Morał z tej bajki jest taki:
Magister wie, co jest w książkach. Doktor wie, gdzie są książki, a profesor wie, gdzie jest doktor.





Świat potrzebuje kogoś, kto weźmie w końcu tą pierdoloną łopatę i sprzątnie ten jebany gnój.





Parę pytań donikąd:

-A dlaczego nie?
-Czy posiadanie powodu jest wystarczające do działania?
-Czy negacja wszystkiego jest paradoksem?
-Jak przeprowadzić dowód na istnienie siebie?
-Jaka kwota stanowi dobrą cenę za nicość?
-Ile waży kwadrans przekleństw?